Mama wymyła okna w
sobotę i oczywiście jestem chora :(
Tata też przeziębiony,
Smyk ciągle zakatarzony, a wysypka się znowu nasiliła...
Jutro idzie do
przedszkola, bo pojutrze jasełka, a poza tym, miał już za dużą przerwę i jeszcze
się odzwyczai, a inna sprawa, że Go roznosi i już w sensie dosłownym chodzi po
ścianach.
Kiedy Smyk nie chodzi
do przedszkola cały dom stoi na głowie.
Ciekawe czy dotrwamy
zdrowi do świąt...
Wczoraj, muszę przyznać
z lekkim zawstydzeniem, robiłam po raz pierwszy w swoim życiu omlet. Mój
przedszkolak sam sobie ubijał białka, dosypywał i przesiewał mąkę i pochłonął
omleta w niecałą minutę (a on zazwyczaj przeżuwa każdy kęs kilka minut) i
krzyczał, że chce kolejnego, ale nie było już jajek. Dziś kupiliśmy 20 :D, i
był kolejny omlet, ale nie z 20tu:P
Wczoraj też Junior
dostał swoje pierwsze warzywo i ani trochę nie był zadowolony z tego faktu.
Dziś było minimalnie
lepiej.
Marchewka i ziemniak
spróbowane i oczywiście od razu po kilku mlaśnięciach była i wczoraj i dziś
kupa :) Mama straciła przez katar zmysł powonienia, więc muszę odczytywać znaki
mimiczne z twarzy Juniora :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz