Ufff, dobrze, że to już koniec dnia, dzieci śpią, chwil spokoju...
Przedwczoraj Leo
zrobił nam niemiłą niespodziankę i strasznie wymiotował w nocy...
Cała noc oczywiście
w nerwach, czuwanie, telefony do lekarzy – nienawidzę tego lęku o zdrowie
dziecka :(
Na szczęście
wszystko się dobrze skończyło i nie wiadomo co to było. Mielismy już
wyciągniętą kartę do przychodni, ale uznaliśmy, że skoro temperatury juz nie
ma, to nie ma co Go narażać na wizytę na Chorym Dziecku.
Dziś rano Mama i Starszak
zaliczyli wizytę kontrolną w przyszpitalnej poradni alergologicznej więc Ksawuś
miał wagary. Wizyta była tym razem bardzo miła, Pani doktor miała dla nas
więcej czasu, ustaliliśmy dalsze postępowanie, ale jest w sumie bardzo dobrze
:)
Pani doktor jak na
tyle pacjentów świetnie kojarzy całą naszą rodzinę i to też jest miłe.
Była na prawdę zadowolona z postępów Smyka w jedzeniu, Jego wyglądzie i w ogóle.
Udało mi się
odstawić leki Smykowi, ale dziś zdałam sobie sprawę, że w sumie maksymalnie na
1,5 miesiąca, bo przecież w lutym zaczyna pylić leszczyna, a Smyk ma na nią 5
klasę i rok temu było z tym kiepsko :(
Popołudniu Mama
jeszcze zdążyła przewietrzyć Leo i potem dotarliśmy na szczepienie.
Tym razem
rozdzieliliśmy je, żeby uniknąć ewentualnej ponownej gorączki.
Leoś był tak jak
Ksawek – mega dzielny i nawet nie płakał :)
Aaa,
no i już wiem,
dlaczego kombinezony są za małe (mama zamówiła kolejny, ale i ten wydaje
się przyciasny, a nie mam odwagi zamówić większego rozmiaru, to chyba z
niedowierzania) – Leo mierzy sobie 69 cm (95 centyl) i waży 7, 8 kg (75 centyl) ! :D
to tak dla odmiany, po Ksawku, który ciągle spadał z jakiegoś centyla jeszcze niżej.
Pani doktor
(uwielbiam ją!) zażartowała nawet, że w sumie, wobec wzrostu takiego można
stwierdzić, że ma lekką niedowagę <lol>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz