Tak tak, wiadomo, każdy
je robi, choć wie, że życie i tak zrobi swoje.
W piątek Mama miała iść
do fryzjera. Chciałam zabrać ze sobą Smyka, podrzucić Go do dziadka, a sama się
uporządkować.
W nocy ok. 1:00 z czwartku na piątek Ksawuś mnie zawołał, ja wchodzę do pokoju, a tam Ksawery
po prostu płonie. Temperatura ok. 39 stopni, za chwilę mocne wymioty, dreszcze,
majaki, do 4:00 takie kręcenie się, czuwanie, sprzątanie wymiocin itp.
Rano lekarz, podobno
taka dziwna infekcja wirusowa – 2 dni gorączki, kilka razy wymioty czy biegunka
i koniec. U nas na szczęście już się nic poza katarem i jednorazową biegunką nie pojawiło.
Ja też mam katar,
może coś znowu wisi w krakowskim powietrzu :/
Do dziś Smyk był na
diecie, także wcinał ku swojej uciesze rosołki, gotowanego indyka, herbatniki,
biszkopty, suchary i puste kajzerki.
Leoś odpukać zniósł
szczepienie bez objawowo.
Ksawery od czwartku non
stop się bawi w przedszkole.
Bawił się też dzisiaj,
że jest dziewczynką, hmm, nie wiem czy to dobrze czy nie :)
Przez weekend też
przypadkiem w rozmowie dowiedziałam się od Smyka o dość niepokojącej sytuacji,
która ponoć miała miejsce w przedszkolu, będziemy ją jutro wyjaśniać.
u nas z soboty na niedzielę były wymioty, a wczoraj mega 39,5 gorączka - dziś po choróbsku u Agaty śladu nie było poza katarem...Majkę nic nie ruszyło
OdpowiedzUsuń