Tjaaak, dostaliśmy. Od
Straży miejskiej, pod szpitalem. Ściślej chyba z pół km od szpitala, bo nigdzie
indziej nie da się palca nawet wcisnąć. Zaparkowaliśmy tam gdzie zawsze.
Wracamy – blokada (okazało się, że ponoć jakiś nowy znak postawili, ale nie
wiadomo dokładnie gdzie, gdzieś tam, koniec kropka). Mama widząc blokadę
syknęła pod nosem:
A to gnoje!
Po całej akcji, pan
strażnik odpina nam blokadę, Ksawuś wsiada do auta ze łzami w oczach (był na
prawdę bardzo przejęty sytuacją) i mówi:
GNÓJE!
<rotfl>
Na szczęście po 5 min
już nie pamiętał jakie to było słowo.
Uff. Upiekło mi się :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz