Smyk od 2 tygodni męczy się z katarem, kaszel się zdecydowanie
nasilił, a rano dostał wysokiej gorączki :(((((
Po bataliach lekarsko-przychodniowych (nikt nie chcial nas przyjąć
ani w przychodni, ani prywatnie) w końcu udało się skonsultować Ksawusia.
Mama głupia jeśli chodzi o infekcje, choroby itd. Bo my w ogóle nie
chorujemy. Nie dawałam Smykowi ibumu na zbicie gorączki, bo po pierwsze gdzieś
wyczytałam i zapamiętałam, że z podawaniem leku na zbicie lepiej poczekać i
dawać już przy na prawdę bardzo wysokich temperaturach, żeby organizm miał
szanse powalczyć sam, a po drugie, chciałam żeby dotarł na wizytę ze wszystkimi
objawami.. a tu lekarz mówi, że powinnam była podać od razu lek na zbicie
gorączki :( Ksawusiek biedny się męczył, mnie serce pękało, bo nigdy takiego Go
nie widziałam – gadał trochę od rzeczy, płonął cały i miał takie biedne oczka,
dreszcze i się przytulał mój Miś :*:*
Na szczęście leki zadziałały błyskawicznie i Smyk już do końca dnia
fikał jak koziołek :)
Mama natomiast od wczoraj jest „out of order”. Nie wiem co mi, ale
koszmarnie się czuję.
Mam nadzieję, że to pogoda. Oby.
Może też przesadziłam z wiosennymi porządkami i myciem okien :/
Półmetek ciąży za nami :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz