Tak, to tak a propos
jeszcze ostatniego skoku rozwojowego i wspinania się.
Leo - nasza mała
koza, wspina się wszędzie gdzie się da. Wszystko trzeba chować i być mega czujnym.
Na krzesełku
uczydełku nie zdarza Mu się po ludzku siedzieć. Zawsze włazi wyżej. A jak krzesełko
stoi przy ścianie, to odbija się od ściany i spada. Jeśli przy łóżku Ksawka –
wspina się nawet na lampkę i macha nóżkami, bo chce się dostać na łóżko.
Ostatnio też Matka w
akcie desperacji i braku pomysłu na jedzenie posiłku przez dziecia - dała
piłeczkę dzieciowi– w głowie mam takie myśli: no nie ma możliwości, żeby wziął
ją do paszczy, bo ja tu jestem i patrzę! Tuż przy dzieciu! Zajmując Jego
paszczę jedzeniem, więc nie ma opcji! – Nagle piłeczką – uuupphhh – plum – i cała
w paszczy dziecia! Spociłam się każdym porem własnego ciała myśląc co robić!?! I
nagle dziecię całe szczęście wypluło piłeczkę... Wszystko mnie bolało. Tak się
spięłam, że czułam po tej sekundzie niepewności zakwasy...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz