Moja lista blogów

wtorek, 8 lipca 2014

Leon Zawodowiec i Tadek Niejadek



Od 2 tygodni trwa koszmar niejedzenia i głodówek
....Kar, krzyków, płaczu, wicia się po podłodze, przypominania po 1000 razy „jedz” gdy już siedzi nad talerzem, żucia, glamania, połykania łez, negocjacji, pytań „mogę tylko polizać?”, a co dostanę jak poliżę? A jak nie to co? A ile jeszcze łyżek?, czy muszę jeszcze jedną?...
I warunek – każda zupa musi być z groszkiem ptysiowym. I oszukuje....je tylko groszek, wsypuje po 20 sztuk, zje bez nalewania na łyżkę zupy i po chwili twierdzi, że jest najedzony.
Ponieważ najadał się właśnie gdzieś w między czasie np. gęstym sokiem typu Kubuś (a wypija ich ostatnio tak dużo, że zaczął być pomarańczowo-żołty), ptysiami albo mlekiem dla niemowląt z kaszką dla niemowląt.
Mleko pił rano i wieczorem. Od 2 tygodni pił tylko rano, a od 2 dni nie pozwalamy Mu w ogóle. Tylko jakie wapno w zamian...? sztuczne? Chemiczne? Skąd te Jego kości mają być silne?
Jesteśmy bardzo zagubieni w tym wszystkim. Nie mamy pomysłu co lub kto mógłby pomóc, próbowaliśmy już chyba wszystkiego.
Widziałam kiedyś w brytyjskiej Supernianii chyba siedmiolatka, który wymiotował każdym okruchem jedzenia, który wyczyniał takie cuda jak nasz przy stole, który miał takie samo obrzydzenie na twarzy na widok jedzenia.. Czasem na prawdę czuję się jak matka anorektyka.
Totalna bezsilność, przewaga dziecka nad nami. Nic kompletnie Go nie rusza. Może oddać wszystkie ukochane telefony, nie jechać do dziadka na co tak czeka zawsze, nie oglądać Mai – byle nie jeść.
Co będzie jeśli się zagłodzi?...będziemy Go dowozić co kilka tygodni na szpitalne podkarmianie dożylne...? nie wiem, ale to odbiera radość, chęć, zapał do czegokolwiek.
Psuje atmosferę, zakwasza, niszczy, odwraca uwagę od tego co miłe, albo po prostu to przysłania. Ja osobiście nie mogę już być tym bardziej zmęczona, moje zmęczenie i udręczenie tym tematem osiągnęło poziom krytyczny.

Każda odmowa jedzenia ze strony Leona wzbudza we mnie lęk.
A teraz bracia dają w stereo po garach – nie jedzą, marudzą, a młodszy się non stop drze, szarpie mnie, bije, rzuca miskami, jedzeniem, szczypie – jednym słowem TERRORYZUJE.
Jest straszny w tym, bezkompromisowy i hałaśliwy.
Dziś Jego bycie nieznośnym osiągnęło apogeum, ale chyba dwójki Mu  wychodzą.
Jego ząbkowanie to absolutny koszmar.
Dziś wył tak, jak w szpitalu – cały dzień, minuta po minucie – „ajajajajajajajajajajajaj”.

Kiedy udało nam się wyjść na ten upał na chwilę, wzięłam ich do jedynej w okolicy piaskownicy, gdzie zawsze jest cień.
Piaskownice mnie obrzydzają, tym bardziej takie jak tamta dziś – pełna śmieci.
Na ułamek sekundy odwróciłam głowę i popatrzyłam na Ksawka, by w tym samym ułamku milisekundy Leo wrzucił do paszczy całą garść mokrego piachu!!! Łzy mi poleciały ze złości.
Darł się oczywiście przy tym, krztusił i dusił musiałam mu to wyciągać nawilżanymi chusteczkami, wszyscy się gapili. Jedna babcia nawet wysiliła się na komentarz – widzi pani, gdyby to się niani przytrafiło to byłaby pani pewnie na nią bardzo zła, a tu proszę! I przy  mamie się zdarza! Grrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!
Potem chciałam Mu dać pić, bo pije ogromne ilości w te upały, a ten mi cisnął to o piasek i wszystko znowu brudne...
Oprócz tego w takie dni działa prawo Murphy’ego ze zdwojoną siłą. Wszystko się wylewało, wysypywało, dzieci się obijały, przewracały, Leon podłożył łapy do lodówki i Mu je boleśnie przytrzasnęłam...
Do tego Tata dziś zaczął nową pracę, a Mama już traci nadzieję na powrót do pracy.
Plan był taki, że wracamy z wakacji (lub nie wracamy :)) i ja szukam pracy tam lub ewentualnie tu. No. To wróciłam....
Wczoraj w nocy przy kolejnej stercie prasowania (z czego 1/3 już znowu jest w praniu!!!!) oglądałam starą komedię polską „Komedia małżeńska” – ojjjjj, ja już drzwi otwierałam, żeby się „przefarbować”!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz