Leo dziś zdecydowanie
szkolił umiejętność przewrotu z pleców na brzuch. Zrobił to chyba ze sto razy,
ale robi to już na zupełnym autentycznym luzie :)
Sprawa w przedszkolu
nabrała rumieńców, póki co, dyrekcja nas przeprosiła oraz zapewniła, że taka
sytuacja się nie powtórzy.
Ja wszystko mogłabym
zrozumieć, ale dlaczego wychowawca nie zamienił z nami słowa na ten temat –
tego zrozumieć nie mogłam. Wychowawczyni od dziś na L4 także rozmowa nadal wisi
w zawieszeniu.
Dobrze, że mamy fajną
panią dyrektor, lubię ją, a ona lubi Ksawcia i jako jedyna, wg Ksawusia – mówi do
Niego: „Ksawuś” co nasz Smyk bardzo lubi. Inne panie mówią „Ksawerku” czego ani
On, ani Ja nie lubimy. Pani Dyrektor wpada czasem do Ksawusia zobaczyć jak
sobie radzi – Ksawery potwierdził, więc miło bardzo.
Przychodzi też do Niego
Pani Ania-nasz anioł stróż- ta która od naszego pierwszego wejścia do
przedszkola, 2 dni przed końcem rekrutacji, bez meldunku w Krakowie pomagała
nam przebrnąć przez składanie podań mimo, że nas nie znała. Potem zawsze była
gdzieś obok, a teraz Ksawuś mówi, że przychodzi do Niego czasem i że Go głaska
po buzi :) To miłe.
No i pani szefowa kuchni,
kolejna pani Ania– cudowna kobieta – podjęła się sama z własnej woli trudnego
zadania żywienia naszego Smyka i gotuje Mu codziennie osobno...Na początku
bałam się, że się szybko zniechęci, bo sama wiem jak deprymujące i demotywujące
jest gotowanie dla naszego dziecięcia – 90% jedzenia idzie w kanał – a Ona
gotuje i gotuje, a Smyk coraz ładniej je :) I mało tego, je tylko w
przedszkolu, bo tam jest „lepsze”. Lepsze ziemniaki, lepsze kopytka, lepsze
zupy (w domu nadal je tylko rosołek).
Nawet winogrona w
przedszkolu są lepsze niż w domu :)
Produkcja 2013 w toku
:)
A to miała być
książeczka dla Leo, póki co są plansze (rękodzieło mamy):


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz