Moja lista blogów

sobota, 14 września 2013

Rodzinne spacery – to jest to!




 Sobota, w miarę fajna pogoda, słoneczko...
O godz. 14:00 zaczęliśmy się zbierać na spacer.
Była potrzeba zrobienia większych pilnych zakupów, więc Tata stwierdził, że szybko pojedzie od razu.
Mama w międzyczasie dokończyła obiad, nakarmiła Starszaka, potem siebie.
Przygotowałam ubrania dla nas, i zrobiłam wszystkie inne rzeczy związane z wyjściem na pole.
Tata wrócił po 16:00, Junior obudził się na ok. 45 min. przed karmieniem. Zanim Tata zjadł, rozpakowaliśmy zakupy, przyszła prawie pora karmienia Najmłodszego.
Nakarmiłam. Wcześniej musiałam całego przebrać, bo się zasikał i pielucha nie dała rady.
W trakcie karmienia, Junior postanowił uwalić wielką dwudniową kupę.
Znowu przebieranie, mycie itd.
W końcu wyszliśmy po 17:00.
Słońce zaszło, zrobiło się zimno, tuż za blokiem jeszcze zainfekowany (drugi tydzień!!!) PrawieCzterolatek zrobił nam kolejną awanturę o to, że on chce na plac zabaw i że mamy Mu natychmiast przynieść z domu zabawki. Zaczął wyć jak opętany tym swoim zachrypniętym głosem.
Umowa była inna, że delikatnie spacerujemy, a On idzie przy wózku. Z powodu zimna i głośnego braku porozumienia, okrążyliśmy blok i wróciliśmy po 10 min do domu...
Mój Tata zawsze powtarza:
Kto ma pszczoły ten ma miód, kto ma dzieci ten ma smród.
Ano.


PrawieCzterolatek w stylizacji własnej (wg mnie a la Majkel Dżekson, gdyby jeszcze ta apaszka była na nosie, wg Taty, szkoda gadać :P)


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz