Moja lista blogów

wtorek, 3 września 2013

Drugi dzień w przedszkolu



Dziś Mama przestała ufać swoim reakcjom przy odbiorze ewentualnie zapłakanego Smyka i wysłała Tatę.
Siedząc w oknie, z każdą minutą nasilało się moje czarnowidzenie.
Przyjechał znowu dziadziuś, żeby zrobić wnusiowi niespodziankę.
Idą!
Jeszcze zahaczają o plac zabaw, dzwonię zniecierpliwiona do Taty i uff...
PEŁEN SUKCES!
Dziś nasz syn zjadł zupę pomidorową, zjadł kotlecika mielonego i popił kompotem!!!!!!!!!!!!
Jak Tata przyszedł (dziś kolejne pół godziny później) to Smyk siedział po turecku w kółeczku z innymi dziećmi i słuchał, co pani mówi.
Bawił się/obserwował zabawy wymyślane przez Panią, pokazywał nam potem jeszcze troszkę nieśmiało, jak się dzieci bawiły w burzę, słońce, tęczę i pioruny, pokazywał jak Pani używa bębenka, gdy daje znać dzieciom, że mają składać zabawki itp.
I nie płakał ponoć, dopiero jak zobaczył Tatę :)
Potem podeszła do nich pani kucharka, która zapewniła męża, że zupę ugotowała tą jedną tylko dla Ksawerego i żebyśmy byli spokojni, że ona ma wnuka alergika ,wie jak to jest i że będzie robić tak, żeby mógł jeść :):):)
Po przedszkolu Smyk nawet nie chciał już rosołku w domu. Poszłam z nim po obiedzie do pobliskiego centrum handlowego. Pojechaliśmy na życzenie Smyka tramwajem. Było bardzo miło. Oczywiście nakupowałam Smykowi różnych różności książek, autek, plecaków i innych :/ Nie mogę się oprzeć.
Ksawek wybrał sobie kolejny raz zepsutego Bumbusia, który nie skręca, więc namęczyłam się na maxa. Nakupowałam jak głupia i nasz powrót do domu był tragikomiczny. Miałam 4 naderwane siaty, plus gigantyczną pakę pieluch, Ksawek trzymający się za palec i ...torebka, która postanowiła się urwać. Generalnie buhaha i ubaw po pachy :)
 Ludzie mi miejsca ustępowali i Ksawka za rękę trzymali, w drzwiach tramwaju przepuszczali, pomagali kupić bilet...zabawnie to musiało wyglądać, a jeszcze tramwaj ruszył, automat biletowy na drugim końcu, ja zaparta nogą, żeby nie wyłożyć się jak długa i Smyk krzyczący, że on nie chce jechać na gapę...krzyczał tak intensywnie, że w końcu jak udało mi się dotrzeć do automatu, odszukać i wyciągnąć portfel, to już byliśmy u nas na osiedlu no i musiałam skasować bilet kilka sekund przed wyjściem z tramwaju. W końcu trzeba dawać dziecku przykład uczciwości ponad wszystko ;)

.
.
.
.
.
.
.
.
.
Podczas pisania tego posta Smyk się obudził zlany potem z pytaniem czy już jest dzień i idzie do przedszkola. Potem usiłował rozmawiać, ale zasypiał w pół zdania :(
Boże, jak dziecko przeżywa wszystko, tak samo jak dorosły, tylko może mniej umie nazwać, rozpoznać, opisać, powiedzieć co się dzieje w głowie i serduszku.
Próbuję się postawić na Jego miejscu – nie wiem czy umiałabym temu sprostać jako dorosła osoba...
Kiedy Ksawka nie ma w domu panuje cisza, która boli.
Kiedy Ksawka nie ma w domu ciągle czekam aż wróci.
Kiedy Ksawka nie ma w domu tęsknię za Nim w każdej sekundzie czekania.
Kiedy Ksawka nie ma chcę Go przytulać bez ustanku.
Kiedy Ksawka nie ma podświadomie czekam na smsa lub telefon od Niego – przyzwyczajona do tego, że tak się czeka jeśli się za kimś tęskni. Wcześniej nie tęskniłam za kimś, kto nie ma swojego prawdziwego telefonu komórkowego.
Kiedy Ksawka nie ma słyszę z tyłu głowy głos sumienia, że On tam sam, że to my zgotowaliśmy Mu ten los...a my w domku sobie siedzimy całą trójką.
Kiedy Ksawka nie ma przeklinam system edukacji, zaczynam wspominać swoje koszmarne przedszkole i ściska mnie tak mocno. Ściska i wyciska potok łez. Tyle miłości jest w nas do Smyka i nie mamy jak Go w tej chwili chronić przed strachem, stresem, niepewnością itd.
Mam ochotę robić same niepedagogiczne rzeczy, chcę Go wziąć do siebie do łóżka, żeby chociaż w nocy był spokojny, chcę Go zabrać z przedszkola, tłumacząc sobie, że tak będzie bezpieczniej dla Leośka (infekcje), chcę zmienić umowę i zabierać Go zawsze tuż po obiedzie.
Chcę Go sama uczyć...
Oglądamy z Tatą zdjęcia Smyka sprzed 2 lat, sprzed roku – czemu ten czas tak zapieprza?...
Leoś póki co je i śpi, zaczął się tydzień temu do nas uśmiechać, zaczyna powoli wydawać dźwięki, koordynować ruchy rączek...za 3 lata On też pójdzie do przedszkola.
Nie chcę się na to godzić, a muszę.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz