Mama nie spała w nocy.
Ksawery otworzywszy
oczy usiadł natychmiast i półprzytomny zapytał:
„czy ja już idę do
przedszkola?”
Więc jednak...przeżywa.
Tata odprowadził Smyka.
Czekałam w oknie w napięciu czy Tata wróci sam i w jakim nastroju wróci.
Ksawuś zachował się
rano bardzo rozsądnie, mądrze, dojrzale. Panie okazały się miłe, Ksawuniek
powiedział „papa” i poszedł do sali ponoć.
Potem oboje z Tatą
staliśmy w oknie, bo grupa Smyka wyszła na podwórko.
Cóż to są za emocje!
Wszystko tak ładnie się
układało, po 12:00 wszyscy razem z Leośkiem, tak jak życzył sobie Smyk,
pojechaliśmy Go odebrać. Nawet Dziadziuś przyjechał.
Wchodzę do przedszkola,
a pani-pomoc mi od razu mówi, że synek płakał. Wchodzę na salę a mój synuś zapłakany...
Wiem, że to normalne,
wiem, że to trudne, ale dlaczego moje dziecko musi przez to przechodzić?:(((
Serce boli jak cholera,
ale rozumiem, że tak jest i muszę to jakoś przeżyć i ja i On.
Gorsze było to, że ta
druga pani zrobiła na mnie średnie wrażenie, a Ksawek później powiedział, że
jej nie lubi, bo ona tak „niemiło wydaje dźwięki”, czyli głośno krzyczy.
A Pani ta powiedziała
mi, że nie ogarnia Jego diety i żebym sobie porozmawiała z dyrektorką i że
Ksawery ciągle potrzebuje uwagi skupionej na sobie i że chce się przytulać, a
ona nie może, no bo cała grupa dzieci nie on jeden jest itd. Dla niej nie On
jeden, WIEM, ale to moje dziecko!
Jak drzwi się
otworzyły, to Smyk przybiegł do mnie i wskoczył mi na ręce, wtulił się z całych
sił i wypłakał mi do ucha:
„Mamusiu, bo ja tak
płakałem, bo chciałem się przytulić do Ciebie”.
Po rozmowie z panią
dyrektor mam mieszane odczucia.
Stara się kobieta, nie
powiem, ale od razu pytała czy nie zamierzam dać Ksawka do przedszkola na
drugim końcu Krakowa, gdzie mają specjalne menu.
Okazuje się, że nie
było problemu, ale jednak jest, bo było okrojenie etatów na kuchni i nie ma czasu na gotowanie osobno
posiłków dla jednego dziecka.
Cały czas mnie to
dziwi, że dorosłe osoby nie pojmują, że białko mleka krowiego występuje nie
tylko w zupach mlecznych i kakao, ale też w naleśnikach, które mimo moich list
rzeczy zakazanych dziś Ksawery dostał, że mięso wołowe, że budyń itd. Ale np.
dżemu Mu nie dały, bo napisałam, że słodyczy zawierających dużo mleka nie może
jeść. I gdzie tu logika?
Oto menu na najbliższe
dni, z którego poprzez jedyną dostępną metodę, czyli eliminację produktów,
wynika, że moje dziecko codziennie będzie jadło chleb z masłem, i popijało
herbatą, o ile Mu ktoś zrobi, jeśli będzie akurat kawa lub kakao...
(nie komentuję "lekkostrawności" tego menu)
Zobaczymy jak będzie
jutro.
W czwartek zebranie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz