Moja lista blogów

poniedziałek, 2 września 2013

Pierwszy dzień w przedszkolu





Mama nie spała w nocy.
Ksawery otworzywszy oczy usiadł natychmiast i półprzytomny zapytał:
„czy ja już idę do przedszkola?”
Więc jednak...przeżywa.
Tata odprowadził Smyka. Czekałam w oknie w napięciu czy Tata wróci sam i w jakim nastroju wróci.

Ksawuś zachował się rano bardzo rozsądnie, mądrze, dojrzale. Panie okazały się miłe, Ksawuniek powiedział „papa” i poszedł do sali ponoć.
Potem oboje z Tatą staliśmy w oknie, bo grupa Smyka wyszła na podwórko.
Cóż to są za emocje!




Wszystko tak ładnie się układało, po 12:00 wszyscy razem z Leośkiem, tak jak życzył sobie Smyk, pojechaliśmy Go odebrać. Nawet Dziadziuś przyjechał.
Wchodzę do przedszkola, a pani-pomoc mi od razu mówi, że synek płakał. Wchodzę na salę a mój synuś zapłakany...
Wiem, że to normalne, wiem, że to trudne, ale dlaczego moje dziecko musi przez to przechodzić?:(((
Serce boli jak cholera, ale rozumiem, że tak jest i muszę to jakoś przeżyć i ja i On.
Gorsze było to, że ta druga pani zrobiła na mnie średnie wrażenie, a Ksawek później powiedział, że jej nie lubi, bo ona tak „niemiło wydaje dźwięki”, czyli głośno krzyczy.
A Pani ta powiedziała mi, że nie ogarnia Jego diety i żebym sobie porozmawiała z dyrektorką i że Ksawery ciągle potrzebuje uwagi skupionej na sobie i że chce się przytulać, a ona nie może, no bo cała grupa dzieci nie on jeden jest itd. Dla niej nie On jeden, WIEM, ale to moje dziecko!
Jak drzwi się otworzyły, to Smyk przybiegł do mnie i wskoczył mi na ręce, wtulił się z całych sił i wypłakał mi do ucha:
„Mamusiu, bo ja tak płakałem, bo chciałem się przytulić do Ciebie”.
Po rozmowie z panią dyrektor mam mieszane odczucia.
Stara się kobieta, nie powiem, ale od razu pytała czy nie zamierzam dać Ksawka do przedszkola na drugim końcu Krakowa, gdzie mają specjalne menu.
Okazuje się, że nie było problemu, ale jednak jest, bo było okrojenie etatów na kuchni i nie ma czasu na gotowanie osobno posiłków dla jednego dziecka.
Cały czas mnie to dziwi, że dorosłe osoby nie pojmują, że białko mleka krowiego występuje nie tylko w zupach mlecznych i kakao, ale też w naleśnikach, które mimo moich list rzeczy zakazanych dziś Ksawery dostał, że mięso wołowe, że budyń itd. Ale np. dżemu Mu nie dały, bo napisałam, że słodyczy zawierających dużo mleka nie może jeść. I gdzie tu logika?

Oto menu na najbliższe dni, z którego poprzez jedyną dostępną metodę, czyli eliminację produktów, wynika, że moje dziecko codziennie będzie jadło chleb z masłem, i popijało herbatą, o ile Mu ktoś zrobi, jeśli będzie akurat kawa lub kakao...


 (nie komentuję "lekkostrawności" tego menu)


Zobaczymy jak będzie jutro.
W czwartek zebranie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz