Moja lista blogów

poniedziałek, 3 września 2012

Franki-Jacksony



Byliśmy w niedzielę w Krakowie. Niedziela. Dzień rodzinny. Dzieci z rodzicami itd…
W Entliczku Pentliczku, gdzie pojechaliśmy odebrać reklamowaną część od fotelika samochodowego, jest taki mały placyk zabaw w sklepie.
Dzieci – full.
Oczywiście lans, lans i jeszcze raz lans.
Pewnie się narażę niejednej osobie, ale tak mnie to drażni, że muszę to napisać :)
Ksawuś chciał sobie posiedzieć w takim autku. No więc zatrzymaliśmy się na chwilę. Oczy mieliśmy coraz większe, dzieci-potworki po prostu rozwalały wszystko. Przypomniały mi się oglądane niegdyś koncerty Nirvany, podczas których Kurt rozwalał na koniec cały sprzęt. Decybele też były porównywalne.
Chłopiec jedzie na hulajnodze sklepowej, wjeżdża z impetem we wszystko co się da, przewraca, rozwala, drze się – nikt nie reaguje, dziecko niczyje.
Drugi, podbiega do Ksawka i z całej siły piłką celuje i uderza mojego Syna w twarz. Krew mnie zalewa, syczę na nie radzącą sobie babcię z wnuczkiem wylansowanym potworem. Babcia biegnie za nim i krzyczy, że przecież mówiła, że piłeczką się rzuca do kosza a nie w DZIDZIUSIA (???!!!!). Miałam ochotę sama wrzeszczeć. Jej gruby wnuk, miał tyle samo, albo mniej lat co moje dziecię, ale był szerszy ze 3 razy, może dlatego jej się wydawało, że Ksawery jest dzidziusiem…Gruby wnuk, miał jeansy vintage podciągnięte pod pachy na stylowych szeleczkach, apaszkę „stewardesę” i kaszkiecik.
Jad. Tak, to jest mój jad wylany na strony bloga, bo jasny szlag mnie trafia jak spotykam te potworki niedzielne. Myślę, że rodzice chcąc odkupić swoje winy za brak czasu dla dziecka potem pozwalając na wszystko tworzą właśnie takie twory. Świat stoi na głowie. Nie będę opisywać innych niedzielnych potworków, które tam były, ale uciekaliśmy stamtąd jak przed nagłą i gwałtowną burzą…
Po obiedzie zaliczyliśmy bulwary. I co..? kolejne niedzielne potworki! Siedzi mamusia na ławeczce, dziadziuś z dwójką dzieci na polu,  a dzieci co robią..? ukręcają każdą dostępną gałąź, huśtają się na wierzbach i szarpią gałęzie, żeby tylko urwać. Kiedy zwróciliśmy im uwagę, dzieci były w kompletnym szoku, ich matka zresztą też.
Dlaczego Franki-Jacksony?  A dlaczego co drugi chłopiec to Franek i chodzi w kretyńskim kapeluszu a la Michael Jackson?... To tyle w temacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz