Byliśmy w niedzielę w
Krakowie. Niedziela. Dzień rodzinny. Dzieci z rodzicami itd…
W Entliczku Pentliczku, gdzie
pojechaliśmy odebrać reklamowaną część od fotelika samochodowego, jest taki
mały placyk zabaw w sklepie.
Dzieci – full.
Oczywiście lans, lans i
jeszcze raz lans.
Pewnie się narażę
niejednej osobie, ale tak mnie to drażni, że muszę to napisać :)
Ksawuś chciał sobie
posiedzieć w takim autku. No więc zatrzymaliśmy się na chwilę. Oczy mieliśmy
coraz większe, dzieci-potworki po prostu rozwalały wszystko. Przypomniały mi
się oglądane niegdyś koncerty Nirvany, podczas których Kurt rozwalał na koniec
cały sprzęt. Decybele też były porównywalne.
Chłopiec jedzie na
hulajnodze sklepowej, wjeżdża z impetem we wszystko co się da, przewraca,
rozwala, drze się – nikt nie reaguje, dziecko niczyje.
Drugi, podbiega do Ksawka
i z całej siły piłką celuje i uderza mojego Syna w twarz. Krew mnie zalewa,
syczę na nie radzącą sobie babcię z wnuczkiem wylansowanym potworem. Babcia
biegnie za nim i krzyczy, że przecież mówiła, że piłeczką się rzuca do kosza a
nie w DZIDZIUSIA (???!!!!). Miałam ochotę sama wrzeszczeć. Jej gruby wnuk, miał
tyle samo, albo mniej lat co moje dziecię, ale był szerszy ze 3 razy, może
dlatego jej się wydawało, że Ksawery jest dzidziusiem…Gruby wnuk, miał jeansy
vintage podciągnięte pod pachy na stylowych szeleczkach, apaszkę „stewardesę” i
kaszkiecik.
Jad. Tak, to jest mój jad
wylany na strony bloga, bo jasny szlag mnie trafia jak spotykam te potworki niedzielne.
Myślę, że rodzice chcąc odkupić swoje winy za brak czasu dla dziecka potem
pozwalając na wszystko tworzą właśnie takie twory. Świat stoi na głowie. Nie
będę opisywać innych niedzielnych potworków, które tam były, ale uciekaliśmy
stamtąd jak przed nagłą i gwałtowną burzą…
Po obiedzie zaliczyliśmy bulwary.
I co..? kolejne niedzielne potworki! Siedzi mamusia na ławeczce, dziadziuś z
dwójką dzieci na polu, a dzieci co
robią..? ukręcają każdą dostępną gałąź, huśtają się na wierzbach i szarpią
gałęzie, żeby tylko urwać. Kiedy zwróciliśmy im uwagę, dzieci były w kompletnym
szoku, ich matka zresztą też.
Dlaczego Franki-Jacksony? A dlaczego co drugi chłopiec to Franek i
chodzi w kretyńskim kapeluszu a la Michael Jackson?... To tyle w temacie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz