Spontaniczny wyjazd okazał się
absolutnym strzałem w 10.
I pomyśleć, że wszystko dlatego, że nie
było miejsc w Rabce, dokąd mieliśmy się wybrać na 4 dni.
W tajemnicy przed Tatą, Mama
skontaktowała się z poznaną rok temu Panią Ewą, która ma kilka mieszkań w
Kołobrzegu no i tak cudnie się złożyło, że akurat miała wolny termin na
tydzień.
Mimo ogromnych przeszkód i niemiłych
niespodzianek po drodze w końcu po 13 godzinach dotarliśmy wszyscy, zmęczeni,
ale szczęśliwi.
Smyk jest wspaniałym kompanem podróży, nie
marudzi, nie narzeka, nawet się nie buntuje jak na siku trzeba trochę poczekać
podczas jazdy trasą szybkiego ruchu. Po kilku tylko marnych godzinach snu, miał
siłę na spacerek i zabawy, ale chwilę potem zasnął w wózku – dobrze, że jednak
go wzięliśmy. Nie pamiętam, kiedy Smyk spał wózku, będzie z 1,5 roku :)
To prawda, że każda nawet najmniejsza
podróż uczy i czyni mądrzejszym :)
Ksawek zadawał 2 x więcej pytań (jeśli
to w ogóle możliwe), ale tym sposobem umie już opowiedzieć o latarni morskiej,
o łabędziach, mewach, o pociągach, falach, porcie, kutrach rybackich, meduzach,
płaszczkach. Miał na wyciągnięcie ręki dziki, łabędzie, mewy, kaczki, meduzy,
rybki, płaszczki miniatury, kózki, strusia, króliczki, kotki, fredki, jaszczurki,
żaby.
Jeździliśmy rowerami, biegaliśmy z
latawcem po plaży, zbieraliśmy muszelki, chlapaliśmy się w morzu, biegaliśmy w
kaloszach po falach, spacerowaliśmy po molo w kilku miejscowościach, graliśmy w
piłkę, odwiedzaliśmy miejsca, w których dotąd nie byliśmy (a w sumie zachodnie
wybrzeże mamy już „zjeżdżone” w 95% :) ), paradowaliśmy aleją gwiazd, zjadaliśmy ryb ile się dało i na
ile budżet pozwolił (3 porcje pieczonej ryby bez dodatków – 80 PLN),
wsłuchiwaliśmy się w krzyk mew, chłonęliśmy jod na kredyt, delektowaliśmy się
kolejny raz pięknem ogrodów Hortulus w Dobrzycy k. Mielna, byliśmy na piątkowym sanatoryjnym dancingu
w muszli koncertowej i urządziliśmy sobie nocne zwiedzanie Wrocławia…
Przyznam nieskromnie, nasze dziecko wszędzie
wywoływało uśmiechy na twarzach ludzi. Smyk jest tak słodkim, kochanym
dzieckiem, że wcale im się nie dziwię :)
Pewnego nawet dnia, jakiś blond olbrzym
wypisz wymaluj Hulk Hogan, powiedział do swojej kobiety – „zobacz jaką ten mały
ma ekstra chustę”, na co Ksawek posłał Mu uśmiech szerszy niż ustawa
przewiduje, Hulk poszedł, a Młody podbiega do mnie i pyta:
„Mamusiu, co ten Pan mi mówił?”
Pomijając niezaprzeczalne uroki urlopu,
zdecydowanie tydzień to za mało.
Tak bardzo brakuje nam krzyku mew za
oknami, że przed dłuższą nawet chwilę oboje z Tatą pomyśleliśmy o czasowej
przeprowadzce nad morze.
Nie mogę też nie wspomnieć o aniołach,
spotkanych w dziwacznych postaciach, ale gdyby nie oni wszyscy razem wzięci
to po pierwsze nie dojechalibyśmy cali i zdrowi (anioły spotkane po 1:00 w nocy
w niedzielę), a po drugie i po trzecie nie byłoby wakacji.
Pani Ewa…super kobieta, Dziadziusiu, Babciu
– DZIĘKUJEMY!
fotorelacje wkrótce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz