Moja lista blogów

czwartek, 27 września 2012

Dzieci są jakieś inne…



Moje na pewno.
Po takim dniu jak dziś chcę wrócić do nałogu.
Hmm, a przecież to dopiero półmetek! Co będzie wieczorem…?
Wrócę do nałogu, a potem zabierze mnie karetka. Będzie osiedlowa sensacja, bo wyjdę ubrana na biało. Z rękami z tyłu.
Nie rozumiem swojego dziecka. Ja staram się zrozumiem, że można mieć zły nastrój, gorszy dzień… ale co, kiedy mój zły dzień spotka się z Jego gorszym dniem..?
Smyk darł się nad ranem już przez sen, obudził się 1,5 godziny wcześniej, z wielkim darciem paszczy, nie dał się dotknąć i wył.
Potem oczywiście dzień jak co dzień – chcę soczku, nie chcę soczku, chcę deserek (otworzyłam, przełożyłam do miseczki) nie chcę już deserku, herbatka za zimna, za ciepła, nie z tego kubka, z tamtego też nie, nie ten kolor słomki itd. Itp. Potem histeria nr 2 – bo składałam ubrania walające się po naszej mikro przestrzeni i Ksawek sobie ubzdurał, że na pewno się ubieram, a skoro się ubieram, przed chwilką dzwonił dziadziuś, że kupił Mu autka to…Dziecko stwierdziło, że zatem na pewno właśnie jedziemy do Krakowa do dziadka, a skoro Tata w pracy (przedostatni dzień, a potem czekamy na koniec świata jak na wybawienie), to zapewne busem a busy, autobusy i pojazdy wszelakie (poza naszym golfem) są straszne, mają zęby i połykają dzieci…
No i na nic zdały się tłumaczenia, że nigdzie nie jedziemy, a tym bardziej próba (kolejna) wyjaśnienia i przypomnienia, że autobusy nie gryzą.
Potem Mama w garach, gotuje obiad, który na 100% poleci w 90% do kibla, bo paniczowe podniebienie nie będzie usatysfakcjonowane, Smyk lepi z plasteliny (słupy ogłoszeniowe, ot, tak…), po godzinie widzę znudzenie, pytam czy koniec mówi, że tak. Więc Mama zbiera 1000 kawałeczków o średnicy milimetra (ulubiona zabawa plasteliną Smyka to kruszenie jej na okruszki), po czym Dziecko nagle dostaje szału nr 3, bo on chce lepić dalej. Histeria sięgnęła zenitu, więc musiałam wyprowadzić dziecko na wyciszenie. Stojąc, telepiąc się i drąc się nadal stal przede mną i twierdził rycząc, że on już nie ryczy…

Kiedy przytuliłam mojego Dziwoląga, i zapytałam o co tak naprawdę płacze, czy mu smutno, czy go coś boli? Dowiedziałam się, że przykro Mu z powodu soczku (?!!!??@$#@$@%), i że mnie kocha.
Ja też Go kocham nad życie, tylko chciałabym zrozumieć i mieć czasem trochę swojego dawnego życia…ech…






2 komentarze:

  1. czy Ty dziś byłaś u nas? podgladałaś i opisujesz...identyko u nas - ręce mi opadają na te moje dzieci...oby jutro był lepszy dzień dla smyka dla moich Klusek i dla nas...pozdrawiamy buzka!

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas dziś lepiej, zatem wczorajszy koszmar zwalamy na pogodę ;)
    Mam nadzieję, że u Was na wybrzeżu też dziś lepszy biometr, całuski

    OdpowiedzUsuń