Moja lista blogów

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Przedszkole – dni otwarte



Dzisiejszy dzień miał zdecydowanie cechy poniedziałku.
Mam go dość i czekam, aż się skończy.
Samo przedszkole, hmm, na razie szału nie ma.
Wyglądało to tak, że dzieci z rodzicami zostały wprowadzone do sali, gdzie nawet jedno okno nie było uchylone i myślałam, że ducha wyzionę z braku tlenu i wysokiej temperatury.
Potem Pani rozpoczęła zabawy ruchowe, a Ksawek zaczął wyć.
Zajęcia trwały ok. 5 min, po czym kazano dzieciom się zapoznać z salą i zabawkami.
Ksawek rozczarowany, bo nie było ani jednego telefonu do zabawy.
Do tego Pani nie umiała mi odpowiedzieć na żadne pytanie organizacyjne i nawet nie dowiedziałam się, do której w końcu grupy będzie chodził Smyk.
Ankiety dot. zwyczajów żywieniowych i innych nie było. Ponoć we wrześniu na zebraniu, a jak dziecko ma alergie to na początku we wrześniu mam przynieść listę rzeczy zakazanych.
W grupie adaptacyjnej póki co jest jeden osiłek – 2 x większy niż reszta dzieci, mamusia stoi i się uśmiecha, a jak dziecko walnęło jakąś dziewczynkę to mamusia skwitowała, że on się chce bawić w berka (!??!!!). Dziecko się drze, bije wszystkich, wyrywa zabawki, szturcha, robi na złość itd.
Na podwórku natomiast biegały dzieci ze starszej grupy i 5 dziewczynek się goniło i krzyczało do siebie:
„Ty kur...o jeb...a, dziw..o pie....ona”  etc. – w końcu podeszłam i zwróciłam im uwagę, one mówią, że przepraszają, ale to nie do mnie było (pięciolatki!!!!!!!...) zapytałam kto jest ich wychowawcą, poszłam do pani, mówię co i jak a ona do mnie, że niestety, ale te dzieci w większości słyszą to na co dzień w domu i dla niech to żadne brzydkie słowa nie są, więc żadne pogadanki itd. nie skutkują, po prostu mówią tak, jak się mówi w domu. Ekstra.

No i w zasadzie to te dni otwarte o kant rozbić, bo ani dzieciom przedszkola nie pokazały, ani nie zrobiły jakiegoś zapoznania się dzieci tylko najpierw 45 min w sali i dzieci robiły co chciały, a potem na podwórku z rodzicami jak na placu zabaw, żadnej organizacji. Bez sensu.


Potem Ksawek miał focha, do tego nauczył się pyskować, zrobił cyrki przy jedzeniu, znowu darcie, wycie, krzyki, a wieczorem – właśnie skończył się histerycznie drzeć, bo jest jasno i on nie pójdzie spać. Darł się 30 min, potem już zapomniał, o co Mu chodziło i darł się ze zmęczenia.
Miał dzisiaj iść wcześniej spać, Tata miał pracować no i znowu dochodzi 22:00 a dziecko nadal nie śpi. My wymęczeni psychicznie, ja dziś spuchłam jak balon.
Co za koszmarny dzień...



Ps. I ta nie zamykająca się buzia Smyka...mięli jęzorem non stop, cały czas, cały dzień, bez przerwy. Wiecie, że on gada nawet podczas mycia zębów?...







3 komentarze:

  1. po przeczytaniu Twojego posta zaczęłam się zastanawiać kiedy u nas będą dni adaptacyjne, u nas gadają obie - non stop bez przerwy x 2 I CZASAMI PODCZAS SNU TEŻ

    ostatnio w samochodzie mamy grę - 'MILCZENIE' - na początku ustalamy zasady co będzie musiał zrobić ten kto się pierwszy odezwie - daje to ok 5 minut CISZY :)

    OdpowiedzUsuń
  2. często takie dni są organizowane pod koniec sierpnia, może u Was też :)
    Co do gier w milczenie, proszę Cię hehehe u nas nic nie działa. My usiłowaliśmy grać w CISZA NA MORZU ale okazało się, że dla Młodego jest największą atrakcją okazać się bałwanem hehehe
    U nas działają tic taki - bo ma zakaz mówienia podczas ich jedzenia a bardzo je lubi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majka podczas jedzenia tic tacków nie potrafi przestać gadać i przeważnie wypadają jej z buzi ;)

      Usuń