W tym tygodniu postanowiłam obu chłopców rzucić już na (prawie)
pełny etat i Leo zaraz po 3 tygodniowej przerwie poszedł na 7 godzin i pierwszy
raz na leżakowanie, a Starszaka na świetlice.
Tak sobie pomyślałam
- o ja!! będę sama dla siebie przez tyle godzin! ile rzeczy zrobię i nadrobię!
I tak - w
poniedziałek Leo zaczął rano kaszleć, więc pobiegłam z nim do czwartej
kontroli.
Po lekarzu
pojechaliśmy z mamą kolegi Ksawka na zakupy szkolne na ślubowanie.
We wtorek -
przygotowania do ślubowania - prasowanie, wycinanie, pieczenie, potem w szkole
3 godziny układania sali, ozdabianie sali, mycie itp.
W środę -
ślubowanie, emocje od rana, potem sprzątanie sali, potem Gość w domu (babcia).
W czwartek odebrałam
Ksawka i po przyjściu do domu powiedział, że boli go brzuch i ...rzygał i
rzygał do rana dnia następnego.
Tak więc w piątek
znowu lekarza, tym razem ze starszakiem.
Wg pani dr to wirus,
bo ponoć inne dzieci z naszego bloku ten wirus mają, ale... ale....
przypomniało mi się dziś, że w czwartek jak odbierałam Ksawka, to pił on dziwną
wodę nalaną do butelki po Kubusiu przecierowym. Butelka nie była umyta a wlana
woda lekko zabarwiona tymi resztkami i Ksawery mówi, że jak się komuś kończy
picie to pani mu tak nalewa (?!!). Nie wnikałam jednak, ale teraz myślę, skąd
ta woda była, bo jak szorowałam wszystko na ślubowanie to widziałam jak chłopcy
wchodzili do toalety i właśnie do butelek po napojach wlewali wodę z ...kranu.
Zwróciłam im wtedy uwagę, ale powiedzieli, że oni tak zawsze robią.
Hmmmmmmmmmmmm...........
Na szczęście wymioty
skończyły się po 1 dobie, był osłabiony, ale wraca do sił, tylko apetytu nie
ma.
Z jednej strony,
wolałabym, żeby to faktycznie nie był wirus, bo uchroni to Leonia przed nim, a
Leo też ma pasowanie na przedszkolaka - w tą środę.
Z drugiej strony jak
pomyślę, że w szkole trują dzieci to sama nie wiem.
No nic, zobaczymy co
mi powie wychowawczyni Ksawusia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz