Cały dzień układany pod
spacer, kiedy w końcu się zaczęliśmy zbierać, Leo zasnął. Jak nigdy na tak
długo na środku pokoju w hałasie. Potem znowu się zachmurzyło.
Po przebudzeniu,
zobaczyłam w Jego oku ropę, a w zasadzie podobne do poprzednich adenowirusowych
gluty, do tego zakaszlał, nagle miał katar w jednej dziurce nosa i ja już miałam
dość. Pół nocy czuwałam, ale na szczęście dziś nic.
Minął prawie miesiąc
odkąd poszliśmy do szpitala, a ja nadal boję się wyjść z nim na spacer, żeby Go
nie zawiało. Wtedy wszystko zaczęło się właśnie od spaceru.
Trauma.
Dziś dla odmiany
poprzedniego tygodnia w słońcu upał do 30 stopni.
Ciekawe, czy ja kiedyś
przestanę się obawiać chorób. Wzięłam obu chłopców, ale obawa cały czas nie
znika.
Leo coraz „bardziej”
chodzi. Tak co dzień to pół lub kroczek więcej. Dziś sam przeszedł od szafki do
łóżka, to były 3 kroczki, powtórzył to kilka razy :)
Łapie się wszystkiego,
nawet przechodzących nóg – moich, Taty...Brata łapie za ubranie. I idzie. Albo w sposób nie znoszący sprzeciwu łapie nas za rękę i ciągnie, bo chce gdzieś iść a my mamy być jego "podpórką". Nie
chce już ani siedzieć, ani leżeć. Ciągle stoi. Ćwiczy przysiady, równowagę,
kroczki, ciekawe, czy dogoni brata ? Ksawery zaczął chodzić w ostatnim dniu 10
miesiąca życia. Leo ma jeszcze 2 tygodnie :)
Zębów nadal brak.
Starszak miał już całą
przednią paszczą w zębach.
Mamy wrażenie, że te
zębolce są na wierzchu od tygodni i że nie mogą się przebić przez dziąsła. Jak
się przebiją to na bank wszystkie na raz.
Pierwsze tup tup na polu:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz