Coś przedziwnego, wielkiego,
spektakularnego i nierealnego wydarzyło się wczoraj na niebie.
Wracaliśmy z Krakowa i
nagle, tuż przed nami, błysk, światło, złota krecha – bach!
Oboje z Tatą zaniemówiliśmy,
a potem nie mogliśmy uwierzyć w to, co zobaczyliśmy.
Widziałam nie raz spadające
gwiazdy, deszcze meteorów, ale w porównaniu z tym czymś wczoraj to wszystko było
absolutnie nie ciekawe.
Biorę to za dobry omen,
może jakąś dobrą wróżbę :)
Ciekawe też, czy
jeszcze ktoś to widział, czy może przypadła nam główna nagroda.
PS. Właśnie Tata
napisał, że nasze auto znowu się zepsuło. Niedługo wartość napraw będzie równa
wartości auta. Ufam, że spadające gwiazdy są stworzone do realizacji marzeń z „wyższej
półki”…:/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz