Od kilku tygodni
Pierworodny dręczy nas sobą. Dawno nie był w przedszkolu. Z powodu braku czasu
i pogody rzadko gdzieś wychodzą na pole.
Nie dość, że w dzień
chłopcy stali się nieznośni, nie do opanowania (skaczą po meblach, wychodzą na stół,
parapet, próbują wejść do wanny, wszystko rozrzucają, wszystkim rzucają, a Leon
co tylko ma w ręce wrzuca za sofę) to jeszcze w nocy zadręczają nas!
Leo budzi się kilka
razy:
22.30 – smoczuś,
1:00/2:00 mleczko, 3:00 soczek, 5/6:00 mleczko nr 2.
Ksawek natomiast
postanowił, że nie będzie spał sam w łóżku i koniec.
Nigdy nie potrafił
zasnąć sam, czasem usypianie trwa godzinę i więcej, jest 1000 powodów dla
których musi wyjść co chwile z pokoju. Siku, picu, buziak itp.
Jeśli uda się go uśpić
w Jego łożku to i tak na 100% przyjdzie do nas między 23-24:00.
Odnosimy go, i dawniej
wystarczyło powiedzieć: „połóż się, ja zraz przyjdę” i zazwyczaj sam zasypiał w
sekundzie.
Teraz nie ma mowy. Co
zaśnie, to po 10 minutach wstaje i płacze, że mamy go usypiać. Znowu pól
godziny usypiania, wychodzenie na placach i za 5 min to samo.
Ze zmęczenia
pozwalaliśmy mu zasypiać u nas kiedy budził się już 10 raz a był środek nocy.
Teraz sam przychodzi
jak śpimy, wbija się na nasze łóżko i
śpi z nami, a my nawet o tym nie wiemy.
Dziś w nocy Leo budził
się dokładnie co godzinę, przez całą noc.
Wczoraj pod wieczór mam
wrażenie, że był ciepły.
Nie wiem, może zęby. Te
trójki męczą Go nadal.
Dziś święto, ale byłam
w pracy, żeby odrobić 2 dni wolnego przed świętami.
Jutro koniec dłuuugaśnego wolnego dla wszystkich innych, Ksawek wraca do przedszkola po kilku tygodniach przerwy.
Stres. Mój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz