Kolacja.
Ksawek zażyczył sobie
bułeczki maślane z nutellą i nasz niejadek przeżuwający godzinami dwa kęsy, po
których to kęsach zresztą Jego brzuszek pęka z przejedzenia (tudzież pęc
może i po herbacie, którą Starszak czasem „zjada” jako posiłek), zjadł prawie 4
spore buły w całości (złożone, a nie 4 połówki), odniósł mi talerzyk i mówi:
Ksawek: WŁA-LA! /VOILA!
Ja: ?!
Ksawek: co to znaczy i
po jakiemu?
Ja: no takie „proszę
bardzo”, takie „tadam!” po francusku
Ksawek: oo, to ja znam
jeszcze inne słowo po francusku
Ja: Jakie???
Ksawek: BONŻUR! / Bonjour!
Ja: a wiesz co to
znaczy?
Ksawek: tak, dzień
dobry!
Podobno w przedszkolu
jedna z Pań ich uczy tak poza programem :)
Fajnie. Ja nadal nie
spełniłam swojego małego marzenia o porządnej nauce francuskiego, a uwielbiam.
Uczyłam się przez 5 lat, ale to było tak dawno temu....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz