To jakiś koszmar...
Znowu ledwo żyjemy z
Tatą.
Nie mam już nadziei,
że Leon będzie normalnie jadł.
Urodził się z wagą
4160, więc teraz powinien ważyć niecałe 13 kg, a waży niecałe 10 kg czyli tyle co w
marcu!!! Pół roku temu!
Do 6go miesiąca był
grubym misiem na 97 centylu, który jadł wg lekarzy za dużo.
Teraz jest takim
samym niejedzącym dzieckiem jak Ksawek.
Nie w sumie nie,
jest ZNACZNIE GORSZYM NIEJADKIEM!!!!
Od ok. 1,5 miesiąca
nie chce jeść i apetyt ma marny. W ciągu miesiąca spadł z wagi, co nie powinno
się zdarzyć.
Przedwczoraj miał
cały dzień stan podgorączkowy z temp. najwyższą 37,7.
Byłam z nim u
lekarki, nic nie widzi, mówi, że czasem dzieci miewają wyższe temperatury, ale
to nie gorączka.
Gardło ma lekko
spulchnione, ale to zapewne od ciągłego darcia i od rzygania (bo rzyga dość
często jak tylko mu nie spasi cokolwiek w paszczy).
Od 3 dni nie je w
zasadzie nic.
Ok. 5:00 nad ranem
pije mleko z sinlakiem, potem czasem w ciągu dnia wciśnie na siłę jogurcik
waniliowy lub coś słodkiego i na zimno, potem wieczorem kilka łyżek kaszki (4-6
łyżeczek, nie więcej), dziś 2 malutkie okruszki jajecznicy, czasem kawalątko
chleba – taki kwadracik 5 mm
/ 5 mm,
czasem kilka kawalątek parówki, i to
wszystko. Jeszcze kilka dni temu zjadał chociaż na noc porządnie, a teraz nic.
Pije, dziś mało,
zazwyczaj bardzo dużo. Robi rzadkie kupy i robi ich po 4-6 dziennie!!!
Nie wiem czym on
....&%$##@@@ te kupy robi i po czym.
Lekarka dała nam
jakieś proszki na jelita, z probiotykiem i czymś na odporność.
Przerobiliśmy już
wszystkie metody, dla nas metoda BLW to metoda rzucania jedzeniem o podłogę.
Zmienialiśmy miejsca
posiłków, czas, częstotliwość, biegaliśmy z łyżeczką, włączaliśmy bajki,
piosenki, filmy, dawaliśmy telefon do zabawy, jedzenie przy wspólnym stole, w
terenie na spacerze – N I C!
Nie je naprawdę nic.
Nawet suchą bułkę wyrzuca i się śmieje. Jak tylko widzi zbliżającą się łyżeczkę
zaczyna się tak drzeć, że cierpnie skora na głowie. Pierwsza łyżeczka zawsze
obligatoryjnie na siłę wepchnięta, druga- jeśli otworzy buzię – jest szansa, że
zje. Najczęściej kończy się na drugiej łyżeczce.
Codziennie leci do
kosza kilka słoików, jogurtów, zup, chleba itd.
Próbowaliśmy miksowane
i niemiksowane, nasze normalne i te ze słoika – ze słoikai te dla dzieci
mniejszych po 6 miesiącu i te na roczniaków – żadne nie wchodzą.
Z gotowanych jednego
dnia dostał kiedyś barszcz biały, krem z marchewki z królikiem, krupnik i
wszystko poszło do kosza i tak jest codziennie – zupa bieżąca Ksawkowa,
ewentualnie nasza zupa, zupa z zamrożonych porcji w specjalnych proporcjach i
potem słoik.
Dziś użyliśmy
ostatniej nie próbowanej metody – zupa zmiksowana na gładko przez smoczek i z
butelki. Jak tylko poczuł zupę walną o ziemię i skończyło się.
Słyszę jak burczy Mu
w brzuchu, tak jak Ksawkowi i nic nie mogę zrobić.
To jest skrajnie
frustrujące.
Ksawek dziś 3
godziny walczył z barszczem czerwonym i krokietem, nie zjadł nic, tak jak
wczoraj i przedwczoraj.
Tak się przy tym
również darł, że zmęczony zasnął na podłodze.
Potrzebujemy pomocy
i nie wiemy kto jeszcze mógłby nam pomóc :(
Leon ząbkuje w sposób
dramatyczny, pewnie to też zmniejsza ochotę na jedzenie, ale wcześniej
zwalaliśmy to na zęby i upały, upałów nie ma a apetyt zmalał.
Po tym pobycie w
szpitalu zaczęło się wszystko chrzanić i nie odrobimy tego chyba nigdy :((((
Pojutrze wyjeżdżamy
nad morze, a ja jak tylko pomyślę o jedzeniowych przepychankach jest mi słabo
:((((
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz