Ręce opadają.
Ja skończyłam anginę i
zaczęłam przeziębienie oraz być może znowu anginę (!), Leon tydzień temu w
czwartek nagle dostał gorączki i kataru, potem okropnego kaszlu. Tak do
poniedziałku i bam, jak ręką odjął, pozostał katar.
W ten sam poniedziałek
Ksawek obudził się z katarem i kaszle coraz intensywniej, Tata poczuł ból
gardła a ja czuję się coraz gorzej.
Problemów z wyjazdem
ciąg dalszy.
Niekompetentna baba w
biurze pośrednictwa.
Węgierka, która mówi
tylko po węgiersku i niemiecku.
Zimowa pogoda w maju,
dezorganizacja wszystkiego, posypanie się planów – to mnie złości i stresuje.
Z lepszych rzeczy –
poprawiłam swój „look” na portalach z ofertami pracy, lifting dokumentu itd. i
po wysłaniu 3 „si-wi-ków” w zeszłym tygodniu wszyscy mi oddzwonili zapraszając
na rozmowy. Jutro idę na ostatnią.
W piątek kolejna wizyta
u lekarki i zobaczymy czy pojedziemy.
Niby wakacje, niby po
to, żeby zresetować głowę, ale zanim ta głowa się zresetuje to dajcie mi spokój
ile nerwów.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz