Moja lista blogów

poniedziałek, 4 maja 2015

GIGANT



Wpis gigant.
Zaczynamy.


 ****
Troszkę o Leonie.

Przede wszystkim wszyscy myślą, że jest dziewczynką. Tylko raz się zdarzyło, że jedna mama powiedziała na placu zabaw do swojego syna:
Poczekaj aż chłopczyk zjedzie! Aż się głośno zaśmiałam. Tłumacząc swój śmiech, mówię, że jest pierwszą osobą, która odgadła płeć mego syna, a ona na to, że dlatego, że jest ubrany na niebiesko J Dobre i to, bo faktycznie miał niebieską bluzę wtedy.
Leonek ma coraz dłuższe białe loczki, zawsze chciałam, żeby synek miał właśnie takie, więc nie obetnę, choćby nie wiem co :)

Leonek staje się już dużym chłopcem…za chwilkę skończy 2 latka, a my z Tatą przytulamy, całujemy, miziami Go ile wlezie, bo wiemy, że to ostatnie takie chwile i one już nigdy nie wrócą.
Poza Jego brakiem chęci mówienia, jest samodzielny, wszystko rozumie, wszystko chce robić sam i mają coraz lepszy kontakt z Ksawusiem. Ksawuś nawet mówi, że Leon nie musi mówić, bo on i tak Go świetnie rozumie.
Faktycznie, Leoś komunikuje się genialnie-niewerbalnie.
Jest uroczym, mądrym chłopczykiem, tak samo stety-niestety mocno wrażliwym jak Jego starszy brat.
Tak samo też jest pedantyczny i przeszkadza mu każdy okruszek i czy paproszek.
Teraz ma etap foszków, „obrażania się”, testowania swojej odrębności i swojego odmiennego zdania.
Najgorzej jest, kiedy mija Jego pora spania i są jakieś „opóźnienia” w Jego harmonogramie dnia. Tu – na szczęście – jest zupełnie inny niż Ksawuś – absolutnie żąda drzemek o ściśle określonej porze, sam przychodzi i woła, że chce spać. Śpi nawet 3 godziny, co Ksawusiowi nigdy się nie zdarzało. W sumie Ksawery przestał spać w wieku 1,5 roczku, a jak spał to tylko w aucie po 15-20 min. W domu to było godzinne usypianie i 15 minut snu.
Leo podczas zasypiania musi mieć wsadzone rączki pod czyjeś krótkie rękawki, tak więc jeśli jest na rękach u kogoś– wpycha mu łapki pod t-shirt – i nie ma zmiłuj, musi być krótki rękaw bo inaczej jest awantura.

Poza tym jest fanem butów i trzeba wszystkie chować do szafek, od razu, bo inaczej Leon je ubiera i próbuje chodzić, przewraca się i płacze (bo oczywiście najlepsze są te największe :))

Leonek lubi też piosenki, ostatnio hitem jest AUTOBUS z pokazywaniem.
Leo chce wtedy wejść do telefonu. Wyciąga nóżkę i dotyka ekranu i pokazuje, że chce tam iść. Podobnie jest z bajkami w TV i książeczkami oraz z domkami z klocków i z resorakami.
I to nie na żarty, bo płacze i koniecznie chce spełnić swoją zachciankę, co jest oczywiście rozbrajające.


***
Udający nic-niewidzenie rodzice i ich dzieci potwory

Och jak mnie to maksymalnie wkurza!
Dwie sytuacje z ostatnich dni:
1) Sala Zabaw dla dzieci do lat 4.
Leo próbuje się bawić, ale wciąż biegają tam dwie złośnice około 7-8 letnie i ich kolega na oko ok. 10 letni.
Wyrywają Leonowi zabawki, popychają Go, rzucają w Niego piłkami itd.
A mamusie siedzą i gadają o tym, która jaką farbą kolor robiła, jakie paznokcie i gdzie były na zakupach itd.
Popijają kawkę i kompletnie zapomniały, że nie są w knajpie, tylko w sali zabaw dla dzieci i że nie mają jej wynajętej na wyłączność.
W końcu, po kilku uwagach i braku reakcji poinformowałam Panią z obsługi, że dość tego, że skoro te dzieci nie potrafią się bawić to niech wyjdą z sali dla małych dzieci i koniec i kropka. Pani poszła do mam, przekazała, by wzięły stamtąd dzieci, ale one miały to głęboko gdzieś.
Pani z obsługi rozłożyła ręce, kiedy po kolejnej prośbie panie mamy miały ją w dupie i tyle.
Uważam, że powinna była je wyprosić.
Wyszliśmy my i zresztą wszystkie inne dzieci.
Zaraz po nas na parkingu pojawiły się właśnie owe mamy z wesołą trójką.
Dziewczynka wzięła kamień i …rzuciła w auto obok !
A mamusia…? Złapała ją za rękę i ją po prostu zlała…No i o czym tu dyskutować z taką matką…czemu się dziwić…porażka.


Dziś w ogrodzie doświadczeń, Leo skacze na jednoosobowej trampolinie.
Wołam Go, że wychodzimy, a Leo buntownik usiadł sobie na brzegu po drugiej stronie i siedzi. Nagle od tyłu podbiega do Niego po drugiej stronie siatki chłopczyk, lat ok. 8 i nagle drze paszczę i stroi miny do Leona. Leon aż podskoczył i uciekł przestraszony do mnie.
Rozglądam się i nic. No więc pytam chłopca, co wyprawia i dlaczego tak się zachował, że przestraszył Leonka itd. Dziecko nic, tylko się na mnie gapi i nie spuszcza wzroku tylko patrzy mi prosto w oczy w taki sposób, że zastanawiałam się sporą chwilę tej walki wzrokowej, czy on to powtórzy. Szału dostałam.
Opieprzyłam dziecko i głośno mówię do męża, że nie wierzę, że to dziecko jest tu samo!
(a stało tam poza nami tylko troje dorosłych zagadanych, że hej).
No i w końcu szanowna pani mama mówi, „to ja jestem jego mamą proszę pani i nie zauważyłam sytuacji!”
No rzesz ….. stoi tam, sytuacja cała trochę trwała, więc miała 100 razy okazję zareagować, ale skoro już tak bardzo była zajęta rozmową to chociaż mogła przeprosić za syna, ale oczywiście nic. No więc jeszcze na koniec rzuciłam jej co o tym myślę, ale chyba średnio ją to obeszło.
Nie kumam takich akcji.
Nie lubię zwracać uwagi cudzym dzieciom, bo nie życzyłabym sobie, żeby ktoś zwracał je moim dzieciom, ale skoro rodzic czy opiekun nie reaguje, a sytuacja dotyczy moich dzieci to cholera kto ma reagować?!


***
Czwartkowy Ogród Botaniczny, tradycyjnie, po kontroli

Odebrałam Ksawunia wcześniej z przedszkola i pognaliśmy na kontrolę do przyszpitalnej poradni alergologicznej na Strzeleckiej no i tradycyjnie poszliśmy do Ogrodu Botanicznego.
Wizyta się nie odbyła, bo ostatnią „załatwiali” Tata + babcia, bo mama była w pracy, no i Tacie się godziny pomyliły i jak przyszliśmy ze Smykiem, to pani doktor była już na urlopie.
Mimo to, Ogród Botaniczny uwielbiamy, więc było z korzyścią, bo dłużej i potem jeszcze dojechał Tata z Leonem.






***
Sobotni Alarm Ząbkowy

Wczoraj byliśmy umówieni na fajne spotkanie w restauracji mojej znajomej. Bardzo mi na Tyl zależało, bo to bliska mi osoba, dawno się nie widziałyśmy, ona nie zna moich dzieci, ja nie byłam u niej w restauracji…
Rano akcja, Leo się budzi z takim krzykiem, że postawił nas na równe nogi i krzyczy i pokazuje, że go boli. Pytam – uszko? On że tak. Potem zaczął pokazywać gardełko i płakał tak non stop kilka godzin i tylko na rączkach a tu znowu długi weekend, nasza lekarka na urlopie do 11.05…Na szczęście inna lekarka, z tego samego szpitala, do której mam pełne zaufanie, bo ona się nami rok temu opiekowała w szpitalu i była niesamowita.
Dziadek zadzwonił , że zabiera Ksawusia do siebie i że pójdą na rower i pod Wawel, gdzie była moc atrakcji majówkowych, i do wesołego miasteczka pod Forum…Smyk miał super dzień, a my z Leonem u lekarza.
Byłam pewna, że od tego prawie 2 miesięcznego kataru ma zapalenie ucha.
Dostał paracetamol, potem ibum forte i przeszło.
Ładnie jadł, nie miał gorączki.
Diagnoza mnie bardzo zdziwiła – stan zapalny wokół trójki.
Kilka maści i przechodzi.
Dyskusja z panią doktor wprawia mnie w stan powątpiewania niestety.
Mimo, że są koleżankami z nasza panią pediatrą to mają TOTALNIE skrajne poglądy w kwestii leczenia.
Ta pani doktor, znana w Polsce z trafnych diagnoz, zaproponowała nieśmiało zupełnie inny sposób leczenia alergii Ksawusia. Kusi mnie to, bo chętnie odstawiłabym sterydy, bo chętnie bym go jednak odczulała, bo chętnie zakupiłabym i posiadała w domu adrenalinę, niekoniecznie w zastrzyku, bo chętnie zaszczepię obu chłopców na meningo typu B i C (zrobimy to w wakacje po powrocie z Węgier  – koszt - w sumie  wyjdzie grubo ponad 2 tysiące – Polska rzeczywistość), bo chętnie bym ich odrobaczyła, tak nawet na wyrost, żeby zobaczyć, czy 100%-owe  objawy u Ksawka nie są przypadkowe, a wyniki badań są byle jakie i niedokładne.
Z drugiej strony nasza lekarka, która nas zna od ponad 5 lat, zawsze nam pomagała, zawsze pod ręką, pod telefonem, zawsze pomocna i to ona w sumie można powiedzieć uratowała Ksawkowi 2 x życie, ale ona nie chce na razie odstawiać nam sterydów, a wręcz zwiększa dawki, nie bierze na razie pod uwagę odczulania Starszaka ze względu na Jego niską wagę, adrenalinę też mi odradza, ze względu na mój porywczy charakter i tendencje do nadreakcji – to ja akurat sama nawet stwierdziłam, że troszkę się obawiam posiadania takiej mocy w domu. Argumenty tej drugiej lekarki też jednak brzmią sensownie, że przecież nie zrobię Mu krzywdy, a jedynie w sytuacji krytycznej mogę Mu uratować życie.
Mam mętlik w głowie.


***
Park Doświadczeń

Mama na rowerze jest szybsza od Taty, dzieci i auta! :P:P:P
W końcu mam rower i sezon rozpoczęłam.
Tata z dziećmi autem, ja rowerem. I w jedną i w drugą stronę byłam szybsza! Ha ha ha :D







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz