Kiedyś dostałam taką
książkę, jak sobie radzić z trudnym dzieckiem.
Wtedy to nie było
stricte do tematu, ale poruszało wiele ważnych kwestii wychowawczych,
pojawiających się u dzieci w ogóle, nie tylko u trudnych dzieci.
Teraz mam wrażenie, że
mam trudne dziecko...
Kilka dni temu
usłyszałam gdzieś w TV, że najtrudniejszy moment to 5-10 lat.
Myślę, że każdy wiek
chyba jest w swojej kategorii najtrudniejszy.
Tak czy siak, my
weszliśmy w ten etap tuż przed piątymi urodzinami.
Ksawery jest nie do
zniesienia.
Denerwuje nas tak
bardzo, że nawet odeszła nam ochota na spędzanie z nim czasu. Nie mamy już ani
pomysłów, ani siły, ani nerwów.
Wkurza wszystkim. Najgorzej
oczywiście fanaberiami jedzeniowymi, ale odkąd znowu nie chodzi, jak człowiek
normalny, do przedszkola, szajba po prostu bije pod niebiosa i do gwiazd.
Ja się tylko cieszę, że
pracuję i mnie to omija częściowo.
Teraz będę miała takie
3 dni, kiedy dzieci widziałam ostatni raz dziś ok. 20:00 i następnym razem
zobaczę je w środę koło 17:00 :)
Weekendy bywają dla
mnie trudne, mimo, że pracuję dopiero (aż!?!) 2 miesiące.
Kocham to co robię i
żałuję, że nie wróciłam wcześniej.
Wracając do tematu –
poza głupimi minami, kłamstwami, złośliwościami, agresją, totalnym i absolutnym
ignorowaniem naszych poleceń, olewaniem próśb czy wręcz rozkazów, śmianiem się
w twarz i robieniem na złość z uśmiechem, biciem i popychaniem brata...doszła
niesamowicie pyskowata, pyskowatość i przemądrzanie się np.
Ja: proszę nie wywalać
ubrań z szaf i nie grzebać w nich!
Ksawek: to są moje
ubrania, więc będę robił co chcę!
Przykładów można
mnożyć, ale nie chcę tracić pozostałej energii na to.
Skoro teraz jest tak
,to co będzie w okresie dojrzewania?
Czy wtedy będę mogła
zagrozić, że nie dam Mu Prince Polo...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz