Tak bym chciała móc o wszystkim co się dzieje pisać na bieżąco!...ale nie da się.
Nawał pracy i
obowiązków jest ogromny.
Mama z półpaśca wyszła
i pracuje od 2 tygodni pełną parą, od 7 rano, więc wstaje po 5:00, gdy Leo „dzwoni”
na poranne mleko.
Jest jeszcze zupełnie
ciemno i zawsze zastanawiam się czy na pewno nie jest np. 3:00 w nocy, a ja
omyłkowo nie wyszłam z domu. Zmęczenie i senność jest tak ogromna, że i tak co
rano odnoszę wrażenie, że przecież o cholery dopiero się położyłam!
Ksawuś dostał finalnie
antybiotyk Zinat. Pił go przez 8 dni, miało być 10, ale brzuszek już nie dawał
rady.
Leo jakimś w zasadzie
niemalże cudem i przypadkiem antybiotyku nie dostał, mimo, że już był wykupiony.
Temperatura była taka
wysoka w zasadzie 7 dni, ale baaardzo powoli, lecz sukcesywnie, ustępowała. Odstępy
od rzutów gorączek były coraz dłuższe, a temperatura coraz niższa.
Groźba hospitalizacji
czy zastrzyków (2 dziennie przez 10 dni) skutecznie wzmacniała naszą walkę o
Leo. Najgorsza doba zaczęła się późnym wieczorem tuż przed moim powrotem do pracy po
chorobie....Kiedy już nie mogliśmy dawać czopków, bo Leo już robił po 7 kup
dziennie, przeszliśmy na skondensowane dawki doustne i coś tam udało się
wcisnąć do dziubka Leosia.
W 3 dobie Leona tak zsypało, że nie było
miejsca bez wysypki. Prawdopodobnie to była tak zwana trzydniówka czy płomień
nagły, a ja się martwiłam, że Leo ma wysypkę na buzi i jest jakiś taki
czerwony.
W chwili obecnej
chłopcy dochodzą do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz