Pogoda niby piękna, ale
to nie jest normalne dla nikogo i niczego, żeby takie upały były w listopadzie.
Żadne syfy, wirusy i inne nie mogą zostać wymrożone, tylko mnożą się mnożą... Do
tego wrócił pan Smog i mamy komplet.
Od blisko 4 tygodni Ksawuś
bardzo brzydko mokro kaszle, od kilku dni ma ogromny katar.
Chodził normalnie do
przedszkola, ale w poniedziałek pojechaliśmy ich sprawdzić kontrolnie.
Leo od 1,5 tygodnia ma
katar, od 4 dni okropnie kaszle.
Obaj osłuchowo ok, w
zasadzie to ogólnie ok.
Dziś juz Ksawery od
rana 39 stopni. Gdyby nie to, że byłam w domu, poszedłby do przedszkola z
gorączką....
Podsumowując, od
początku września Smyk był ok. tygodnia zupełnie zdrowy.
Ja w czwartek tydzień
temu na badaniach kontrolnych do pracy dowiedziałam się, że mam półpaśca, a
moje ciśnienie znowu wariuje.
Zagadka mojego
fatalnego samopoczucie w ostatnich dniach jakby się wyjaśniła.
Weekend był koszmarem,
miałam ponad 38 stopni gorączki mimo leków. Obecnie jestem na wielu lekach
m.in. na antybiotyku i zaczynam czuć się lepiej.
Nie polecam w każdym
razie.
Od poniedziałku
przychodzi do nas niania tzn. babcia Krysia.
Leonek bardzo ładnie
zaakceptował nową sytuację i nie odstępuje babci na krok.
Leo w ogóle coraz
bardziej stara się mówić po swojemu, pozawerbalnie komunikuje się w sposób
doskonały, a rozumie w 100% wszystko.
Jest kawalarzem i
łobuzem.
Już jest fanem książek
a dziś nauczył się robić „puknij się w głowę” i puka się paluszkiem po głowie.
Jest jak mała małpka, wszystko co zrobi Ksawek, Leo robi w tej samej sekundzie
to samo.
A jak chce komuś
powiedzieć „spadaj, odejdź, zostaw” to robi PAPA i ucieka.
W sposób równie
intensywny jest słodki i uroczy. Całuję, głaszcze, przytula, puszcza buziaki,
tuli misie itd.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz