Szkoda, że to tylko
24 godziny.
Wczoraj powrót
19.30, zakupy, gotowanie zupy, robienie sznycli, duszenie marchewki, pranie,
prasowanie, przygotowanie siebie i Smyka na dzień następny, a potem zaśnięcie w
trakcie robienia przelewu.
Huk głowy, która
uderzyła w ścianę mnie obudził.
A Dziś przed 7:00
pobudka, odprowadzenie Smyka do przedszkola, bieg na przystanek i praca do
wieczora.
Lubię to, ale chciałabym
mieć więcej czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz