No i stało się.
W końcu Smyk miał
pierwsze w życiu testy skórne.
Mama jakoś czuła, że
koniecznie najpierw wziewne, a „pokarmówki” zostawimy na później.
Jak to zawsze bywa w
przypadku naszego Synka – był mega grzeczny, nie narzekał. Wszyscy Go chwalili,
pani pielęgniarka wspomniała, że czasem u innych drących się dzieci trwa to i godzinę.
U nas kilka minut.
Wyniki okazały się tak
fatalne, że aż panie pielęgniarki musiały zadziałać maściami, bo rączki Ksawka
zamieniły się w jednego wielkiego bąbla :(
Jeszcze kilka dni czeka
nas smarowanie rączek sterydami, bo reakcja była bardzo bardzo silna :(
Tak jak czułam – olcha,
leszczyna – max, brzoza bardzo wysokie, trawy, zboża – bardzo wysokie. Pies,
kot dodatnie, nie wiem ile, bo nie dostałam opisu na piśmie. Ostatnio z krwi
pies był w 5 klasie uczuleniowej.
No i leczenie. Znowu.
Cały sezon z lekami, z podwyższonymi dawkami antyhistaminów, ze sterydami do
nosa, kroplami do oczu, maściami :/
Pokarmówki w związku z
tym przełożone na 30 sierpnia. Zbyt duże ryzyko, żeby odstawić teraz leki na 7-10
dni (całe pylenie teraz wybuchło wręcz po tej przydługiej zimie, a żeby zrobić
testy dziecko musi być „czyste”).
Strasznie mi się ciężko
zrobiło jak to usłyszałam.
Za co to nasze
dzieciątko dostało te cholerne alergie...
Żyję nadzieją, ze
młodsza pociecha uniknie tego wszystkiego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz