Moja lista blogów

czwartek, 15 września 2016

Złamanie

 W czwartek 8 września, Mama poszła na zebranie w przedszkolu.
Jeszcze dobrze się nie zaczęło, jak dostałam od Taty telefon:
"Ksawery miał wypadek, musisz tu szybko przyjść, jedzie karetka, a Leoś bardzo płacze".
Jak stałam tak wybiegłam.
Biegłam całą drogę.
Leosia trzymały mamy kolegów Ksawcia, płakał bardzo i był mocno wystraszony.
Ksawery nad wyraz spokojny, siedział na kolanach u mamy Przemka (kolegi z przedszkola).
Jak zobaczyłam rękę Ksawusia, zrobiło mi się słabo.
Bałam się, że upadnę, a na rękach miałam już wczepionego Lenonka.
Lewa ręka Starszaka przypominała zygzak. Była wygięta w 3 różne strony.
Bardzo niefortunnie upadł na rowerze.
Ani nie jechał szybko, ani z górki, ani się nie zderzył - było mnóstwo innych sytuacji teoretycznie dużo bardziej ryzykownych, a tutaj praktycznie stał w miejscu, obrócił się za siebie i  bach. Kierownica ponoć wykręciła się na drugą stronę i się przewrócił.
Być może na krawężnik, bo miejsca złamania były jak dla mnie tak jakby Mu coś wybiło odcinek kości w środku ręki.
Przyjechała karetka, zbiegło się całe osiedle.
Ksawery dostał morfinę.
Ratownicy - to są zupełnie niezwykli ludzie.
Tyle razy ile miałam do czynienia z ratownikami, a kilka razy nam się zdarzyło wzywać pogotowie, to są anioły. Ciepli, wyrozumiali, serdecznie, optymistyczni, wspaniale odwracający uwagę od czegoś, co wpędza nas w strach i panikę, jak żel na ranę, łagodzą strach. Przypadkiem też są zazwyczaj bardzo przystojni ;)
Sama jak leżałam po porodzie 2 x na SORze, gdyby nie młodzi wspaniali ratownicy to np. mogłabym zejść z głodu. Byłam wtedy karmiącą matką, a oni oddawali mi swoje kanapki przygotowane przez żony i mamy, bo na SORach nie ma wyżywienia, a ja leżałam tam ponad dobę.
Ratownik zajmujący się Ksawerym był rewelacyjny. Zrobił małe show na placu zabaw, powiedział, że Ksawery jest dziś gwiazdą, a jak Starszak wsiadał do karetki cały plac zabaw bił Mu brawa :) to było bardzo miłe.
Mnie z Leonem i dwoma rowerami pomagali rodzice kolegów, udało się dotrzeć do domu, bo akurat w ten dzień panowie poszli na rowery spory kawałek od domu.
Leo całą drogę płakał, że bardzo kocha "Kawusia" i on tęskni. Pytał kiedy wróci, a ja nieświadoma wszystkiego powiedziałam, że na noc do domku.
Coś mi tylko mimochodem ratownik rzucił, że czasem udaje się bez operacji...
Oczywiście, że takie złamanie nie składa się bez narkozy. Wtedy o tym nie pomyślałam, albo nie chciałam myśleć.
ZŁAMANIE TRZONÓW OBU KOŚCI PRZEDRAMIENIA.
Od 17:00 do 24:00 Ksawery czekał na zabieg, bo nie było anestezjologa (dużo cesarek nagle było i jeden anestezjolog).
Ok. 24:00 Ksawuś sam pojechał na salę operacyjną na inne piętro.
Jestem z Niego tak strasznie dumna. Mój mały panikarz zachowywał się jak twardziel.
Po 2:00 Go wybudzili.
Po drugim RTG okazało się, że ręka super poskładana, 2 druty założone i puścili Ksawka do domu.

Pierwszy dzień był słaby... Ksawery leżał, trzeba było obkładać go poduszkami, karmić itd. Spał u nas na podłodze, na materacu, bo nie wyjdzie na górne łóżko.
Po 3 dniach już czuł się na tyle dobrze, że przechodził z tą ręką przez ogrodzenie placu zabaw.

To jest Jego lewa ręka, więc w szkole średnio będzie mógł pisać, może jakieś inne zadania, ale nie pisanie literek, a już zaczęli w tym tygodniu.
Lekarze w szpitalu powiedzieli, że może iść od razu do szkoły, ale po rozmowie z wychowawczynią wolałam go tydzień zostawić.

Jutro kontrola, ściąganie szyn, rtg, zobaczymy co będzie. Póki co zwolnienie z WF do końca listopada, więc odpadły nam wszystkie zajęcia pozalekcyjne w szkole :(
Nawet na gimnastykę korekcyjną się nie załapiemy, bo jest tylko 15 miejsc i wybierają na cały rok skład, więc może w II klasie będzie chodził, a to wieka szkoda....






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz