W pracy kocioł –
śmiałam wziąć wolne za nadgodziny i wielkie ajwaj, siedzę do 23:00, żeby
wszystko „ogarnąć” a i tak nie ogarniam nawet 30%, bo robię na 4 etatach…
Nie mam czasu a na
nic L
Leo tydzień temu
spadł ze zjeżdżalni. Od tego czasu skarżył się na ramię.
Nic nie spuchło, nie
ma siniaków, ruszał normalnie ręką, więc stwierdziliśmy, że stłuczenie. Potem
wymyślił sobie kaloszki i mimo moich krzyków, żeby się zatrzymał bo upadnie,
upadł jak długi podpierając się oczywiście rękami.
Wczoraj wracam z
pracy o 23:00, a Tata mówi, że Leonkowi jakaś kość wystaje koło szyi.
Zbladłam.
Rano pobiegliśmy do
lekarza z dwójką, bo Ksawek chyrla od zeszłego tygodnia.
Leo ma katar od
rana.
Pani doktor zobaczyła
Leosia i się skrzywiła i mówi:
„Musicie jechać na
SOR na prześwietlenie i do ortopedy, prawdopodobnie ma pęknięty obojczyk”…
Zbladłam po raz drugi.
Tata pojechał z
Misiem do szpitala. Miś grzeczny, sam się ustawił do RTG, czekali na konsultacje
bardzo długo, na szczęście na zdjęciu nie widać pęknięcia.
Być może jakieś
odpryski czy coś, czego nie widać na RTG i duży krwiak i obrzęk okostnej czy
jakoś tak. Wygląda to ohydnie.
Miś ma mieć
unieruchomioną rękę 2 tygodnie (niewykonalne) i za 10 dni kontrola.
Miś ma wszystko w
nosie i wariuje 2 x bardziej. Nie wiem co będzie jak się przewróci.
Ja o 17:00 pojechałam do roboty nadrobić.
Ja o 17:00 pojechałam do roboty nadrobić.
No i mamy weekend
majowy…
Jutro mamy się
pakować, a tu takie kwiatki.
A propos kwiatków,
taki wczorajszy minidialog.
Gadamy z Ksawkiem,
przytulam się i Ksawek mówi:
Wiesz co mamusiu, jesteś piękna jak kwiatek na
łące...albo nie! jesteś piękna jak cała łąka kwiatków!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz