Moja lista blogów

niedziela, 6 marca 2016

Narty i choroby



Ostatni tydzień był dla mnie bardzo ciężki w pracy. Wychodziłam po 20:00, tyrałam jak wół i obrywałam non stop po głowie od nowego psychicznie chorego dyrektora furera.
Jak widać jeszcze nie trafiłam na idealne miejsce pracy, jeśli takie istnieje.
Miesiąc temu Ksawery miał 1wszą lekcję jazdy na nartach z instruktorem.
Pojechał z tatą. Okazało się, że bardzo źle zniósł drogę, było Mu niedobrze, zatrzymywali się, ciągle jęczał, że boli go brzuch.
Same narty super ,ale jak wrócił, dostał ponad 39 stopni gorączki i leżał non stop prawie dobę, nie mogąc się ruszyć.
Przeszło.
Tydzień temu postanowiliśmy jechać na stok wszyscy razem, droga przebiegła super, bez zaklejania pępka :) (nie pozwolił). Połknął 1  tabletkę lokomoktive i nie narzekał. Z powrotem nic nie połykał, bo zapomnieliśmy tabletek i też było ok.
Natomiast dzień wcześniej skarżył się, że szczypie go dziąsło koło zęba, tak, że nie mógł pić.
Potem urosła mu wielka gula na szyi, ja wystraszyłam się na maxa i Tata pojechał z Nim do naszej lekarki prywatnie. Obejrzała Go dokładnie, wykluczyła węzły, zęba, migdały – okazało się, że Mu się zatkała ślinianka! Miał żuć cytrynę i gumy i miało przejść. Przeszło. W sumie to dopiero po 5 dniach (miało przejść po 3). Minęło kilka dni, wczoraj znowu się zaczął skarżyć :((((. Znowu wyczuwam kulkę, dużo mniejszą, ale Go tak samo boli i jeszcze dostał gorączki 38,7 stopni L . Boję się, jutro idziemy do lekarza.
Do tego ja od czwartku kaszlę sucho i uporczywie, Ksawery od rana też, a Leon zaczął wieczorem…
Niech już przyjdzie lato…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz