Ostatni tydzień był
dla mnie bardzo ciężki w pracy. Wychodziłam po 20:00, tyrałam jak wół i
obrywałam non stop po głowie od nowego psychicznie chorego dyrektora furera.
Jak widać jeszcze
nie trafiłam na idealne miejsce pracy, jeśli takie istnieje.
Miesiąc temu Ksawery
miał 1wszą lekcję jazdy na nartach z instruktorem.
Pojechał z tatą.
Okazało się, że bardzo źle zniósł drogę, było Mu niedobrze, zatrzymywali się,
ciągle jęczał, że boli go brzuch.
Same narty super
,ale jak wrócił, dostał ponad 39 stopni gorączki i leżał non stop prawie dobę,
nie mogąc się ruszyć.
Przeszło.
Tydzień temu
postanowiliśmy jechać na stok wszyscy razem, droga przebiegła super, bez
zaklejania pępka :) (nie pozwolił). Połknął 1 tabletkę lokomoktive i nie narzekał. Z
powrotem nic nie połykał, bo zapomnieliśmy tabletek i też było ok.
Natomiast dzień wcześniej
skarżył się, że szczypie go dziąsło koło zęba, tak, że nie mógł pić.
Potem urosła mu
wielka gula na szyi, ja wystraszyłam się na maxa i Tata pojechał z Nim do
naszej lekarki prywatnie. Obejrzała Go dokładnie, wykluczyła węzły, zęba,
migdały – okazało się, że Mu się zatkała ślinianka! Miał żuć cytrynę i gumy i
miało przejść. Przeszło. W sumie to dopiero po 5 dniach (miało przejść po 3).
Minęło kilka dni, wczoraj znowu się zaczął skarżyć :((((. Znowu wyczuwam kulkę, dużo mniejszą, ale Go tak
samo boli i jeszcze dostał gorączki 38,7 stopni L . Boję się, jutro
idziemy do lekarza.
Do tego ja od
czwartku kaszlę sucho i uporczywie, Ksawery od rana też, a Leon zaczął
wieczorem…
Niech już przyjdzie
lato…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz