Dzień za dniem, tydzień za
tygodniem.
Tydzień temu w poniedziałek Smyk się
obudził z bólem brzucha.
Mimo próśb w przedszkolu, że gdyby
się choć raz jeszcze skarżył, żeby zadzwoniły panie do nas to Go weźmiemy –
nikt nie zadzwonił, Ksawek skarżył się ponoć kilka razy aż w końcu zwymiotował…
Nic się nie działo popołudniu i w nocy więc pozwoliliśmy Mu iść na drugi
dzień, bo mieli wycieczkę do muzeum Matejki i Ksawuś bardzo był ciekawy jak wygląda dom
tego pana.
Poszedł.
Prosiliśmy panie, żeby jadł nawet
tylko chleb z masłem cały dzień, no to panie go nakarmiły zupą fasolową i
jeszcze dostał od kogoś ciastko z kremem…
Dzień później doszła biegunka więc
znowu przerwa w przedszkolu. Jednodniowa.
Dziś ja od rana umieram. W nocy mnie
strasznie bolał brzuch.
Do tego mam mega katar.
Leon w nocy zwymiotował dziś 2 x.
Wymiotował prażonymi pestkami dyni,
które uwielbia, ale już chyba ich nie dostanie, bo zamiast gryźć to połyka je
jak ptak.
Mam nadzieję, że to wszystko to
tylko zbieg okoliczności i każda dolegliwość ma inne podłoże.
Rok temu, 23 kwietnia wylądowaliśmy
na 2 tygodnie w szpitalu m.in. z adenowirusem :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz